Stowarzyszenie Turystyczne Oceanicus. Wakacyjne spływy kajakowe i weekendowe wypady na kajaki przez cały rok

Relacja: Chodelka

Termin: 9 listopada 2008

kiero: Mateusz Popiołek

Oeconomicus na Lubelszczyźnie - czyli spływ Chodelką od Chodla w okolice Opola Lubelskiego.

Całe życie jeżdże do dziadków na Lubelszczyznę. I całe ostatnie 9 lat (od kiedy pływam na kajakach) zastanawiałem się, w jaki sposób można by poeksplorować tamtejsze rzeczki. Skąd ten problem? Po części stąd, że część rzeczek istnieje tylko kilka dni w roku, kiedy akurat pada. A po części dlatego, że w tych okolicach zwyczajnie nie ma tradycji obcowania z rzeką i pomysł pływania kajakiem spotyka się z conajmniej małym zrozumieniem:)

Ile razy podsuwałem taki pomysł dziadkom i kuzynom, zawsze spotykałem się z podobnymi pełnymi politowania komentarzami, a wreszcie polecano mi spłynąć sobie Wronówkę - kanalik, który tylko najbardziej zdesperowana osoba mogłaby nazwać co najwyżej strumykiem. A dla mnie jest to po prostu zabagniony kawałek terenu ciągnący się wąskim paskiem przez kilka kilometrów...

Ale dla chcącego, nic trudnego. W ten oto sposób w weekend wybraliśmy się do dziadków z kajakiem dostojnie przyczepionym do bagażnika na dachu. Przy okazji znalazłem nowe zastosowanie dla uchwytów do nart - idealnie się w nich mieści wiosło:)

W niedzielę, z samego rana o 10:), po długich przekonywaniach całej rodziny, że ja na prawdę idę popływać kajakiem, odwieźli mnie na start - mostek niedaleko kościoła w Chodlu. Kościół może i mało znany, miejscowość też, ale w sumie to tutaj działał swego czasu ksiądz Ściegienny i pisał swoje odezwy. Więc, tradycja niepodległościowa (a była to niedziela przed 11 listopada), jak by nie było - jest.

Zejście na wodę przypadło między jedną mszą, a drugą. Zatem część już po mszy szła do domów, część na mszę się spieszyła. A ja w krótkiej piance, kasku i niestety bez kamizelki rozgrzewałem się na brzegu, budząc pewne zdumienie, zainteresowanie no i wściekłość mojego ojca, że przedstawienie urządzam:)

Popłynąłem! Rzeczka płytka, ale kajak Voodoo się nigdnie nie zawieszał. Kilka małych progów (kilkanaście cm), kilka ruin po młynach - wszystko jak najbardziej spławne. Zastawka na stawy rybne - do obniesienia.

I zaczyna się ładny odcinek, z dużą ilością zwalonych drzew, z wysokimi brzegami. Pogoda wspaniała - wprawdzie słońce za chmurami, ale nie pada, jest ciepło. Na pływanie ideał!

Niedaleko Rudy Maciejowskiej mijam wędkrza, który na mój widok zostawia wędkę i idzie za mną wzdłuż brzegu przez kolejne 1,5 km, prowadząc wcale ciekawą konwersację: "Rok temu na rowerze jechał tu taki jeden i mówił, że spłynął Chodelką do Kazimierza. Ja mu nie wierzyłem, ale teraz stwierdzam, że to może jednak byla prawda?" :)

Przy przechozeniu przez jeden z konarów metodą "Na Kazika" :), gałąź łamie się pode mną i nurkuje głową w dół. Płytko - pół metra. Ale woda zimna, wychodzić z kajaka się nie chce. Podparty na ręcę znajduję wiosło i wstaję - nie, nie eskimoską o dno:) Prawą stronę mam mokrą, mimo kurtki neoprenowej (gorąco było, rozpiąłem ją pod szyją:P)

Spły kończę na stawach rybnych niedaleko drogi 824, skąd odbiera mnie stęskniona rodzina. Wracamy do domu, gdzie mogę się przebrać i wysłuchać kolejnej porcji docinków, że to "nie może być normalne, bo normalny człowiek w listoapdzie siedzi w domu, a nie pływa" :)

Z ciekawostek na koniec - trasa spływu wiedzie koło Emilcina - miejscowości z pierwszym udokumentowanym w Polsce UFO! Ciekawe, czy po moim spływie będzie kolejne zgłoszenie? :)

Lipiec - 2024
PoWtŚrCz PtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031