Stowarzyszenie Turystyczne Oceanicus. Wakacyjne spływy kajakowe i weekendowe wypady na kajaki przez cały rok

Relacja: Rospuda, Czarna Hańcza,Niemnem - Polska, Białoruś, Litwa słowem na Spa

Termin: 1-8 sierpnia 2008

kiero: Daniel Barański

Dyplomacja wróciła cała i zdrowa 

A tak serio to bardzo ciekawe doświadczenie być atrakcją turystyczną na Białorusi (przecieraliśmy szlak), w ciągu trochę ponad 30 godzin jakie spędziliśmy na Białorusi mieliśmy 6 kontroli i przyznam się że trochę mnie to przytłoczyło ale od początku zacznę.

No to wystartowaliśmy z Kotowiny z niepełną grupą bo część dołączała kolejnego dnia, co tu dużo mówić przepłynęliśmy Rospudą do Augustowa w dwa dni gdzie nocowaliśmy na wyspie mimo buntu połowy załogi ( nie dałem się ), na wyspie mieszkała Koza wiedz morale wzrosły ale że bydle je wszystko to na czas naszego pobytu na wyspie musieliśmy jej smycz ze sznurka zrobić i przywiązać,  byłem z nią trzy razy na spacerze wiedz nie narzekała zbytnio a nawet beczała jak wypływaliśmy.

W ciągu następnego dnia przepłynęliśmy jezioro Białe i Studzieniczne (bodajże), motorówki nas prawie nie poprzewracały, totalnie nas miały gdzieś i nie bały się przepływać 5 metrów od nas i to nie powoli tylko z narciarzami wiec chwilami nie było fajnie, woda wlewająca się górą była standardem, przynajmniej u mnie w kajaka, ale to nic bo razem z końcem jeziora Białego zaczął się koszmar śluz, który trwał aż do ostatniego dnia, spływania. Po pierwszej części kanału Augustowskiego odczułem koszt postoju przy Czarnej Hańczy, 80 złoty za 10 osób, porombało ich, oddzielnie liczą za namiot i za człowieka, w każdym razie najciekawsze jest to że przez cało dotychczas zrobioną drogę wszyscy którzy się pytali gdzie płyniemy byli optymistycznie nastawieni i trochę pełni podziwu (może oprócz Edka, cytuję " ...słyszałem że jakiś dziwny spływ organizujesz..."), a za magicznym dopływem Czarnej H. wszystko się zmieniło, słyszałem tylko "ale tam się nie da", "śluzy są nieczynne", "kanał jeszcze remontują", "przez białorusko litewską granice się nie da przepłynąć", ogólnie miejscowa ludność mnie wspierała, potem zresztą okazało się że mieli trochę ale tylko trochę racji bo kanał jeszcze nie wyremontowali cały i jedna śluza była w remoncie przez co nie tylko ona była zamknięta a aż trzy, ale co tam, no i tak sobie przepłynęliśmy tym kanałem do miejscowości Rudawka ( z Kotowiny do granicy Polsko-Białoruskiej w 4 i pół dnia, trochę ich przeciągnąłem), po drodze minąłem wieeeeele śluz i co gorsze każda płatna : /. 

Po drodze nocowaliśmy niedaleko miejscowości Mikaszówka z której zrobiłem sobie wycieczkę do Augustowa aby odebrać wizy z PKP (nie wyrobili się z wyrobieniem, za późno się ogarnąłem) ale przynajmniej zjadłem sobie pyszną rybkę i miałem wyborną kolację. No i następnego dnia po odebraniu wiz przekraczaliśmy granicę wiedz tak na styk, płyniemy tym kanałem Augustowskim już przy strefie przygranicznej i małe zdziwko bo nagle kanał się kończy, po prostu kończy i z kajaka widać tylko ląd i nic wody, miałem pietra, wylazłem z kajak i okazało się że chłopaki z budowa zasypali sobie kanał czterometrowej szerokości pasem piachu i ziemi aby móc przejechać na drugą stronę, była tam taka tabliczka z napisem " Granica państwa, zakaz przejazdu" ale potem się dopytałem i mogliśmy przenieść kajaki (wolałem się spytać zanim nas rozstrzelają). Po drodze mijaliśmy koparki, dźwigi nawodne i robotników którzy z niedowieżaniem na nas patrzyli i zacząłem się zastanawiać o co im chodzi i moje obawy rosły.

W końcu dopłynęliśmy do oficjalnego rzecznego przejścia granicznego w Rudawce, nawet nas nie przewałkowali, pewnie dlatego że deszcz zaczął padać, opuszczając przejście graniczne miałem okazję podtopić jeden kajak, postanowiłem sobie nim z górki zjechać ale bez bagażu więc strat nie było. Już na pierwszej śluzie po stronie Białoruskiej spotkała mnie niespodzianka, brak kierownika, wiedz postanowiłem że sami ją obsłużymy, w końcu już się trochę na to napatrzeliśmy (z lekka licząc 6 śluz), ale pięć minut po tym jak zaczęliśmy napełniać śluzę do poziomu górnego przyjechali wojskowi... jakoś poszło, w każdym razie miałem stresa, wylądowaliśmy poniżej śluzy z kajakami i pozwolili nam odpłynąć. Dopływamy do następnej i okazuję się ze kierownika śluzy znowu nie ma ale ma by za pół godziny bo wycieczkowy będzie płynąć, jak się pytałem czemu nie ma to odpowiadali że pogoda brzydka i mało osób pływa, poczułem że jestem u siebie :)

Czekając na śluzowanie spotkaliśmy kilku polaków, kupiliśmy suszone ryby i pocieszaliśmy się że zostało nam tylko 10 kilometrów do noclegu, była godzina 16 i padał przelotny deszcz.

Dopłyneliśmy i to dokładnie tak gdzie miałem zamiar (nie miałem wyboru), że nie było żadnego pola namiotowego fajnego i była gówniana pogoda wynająłem cały domek za 130 złotych i się wszyscy chociaż wyspaliśmy, co prawda rano zapukał do nas wojskowy aby nam przypomnieć o której mamy być i gdzie i od jakiego miejsca będą nas eskortować.

No praktycznie od momentu w którym opuściliśmy ostatnią śluzę w miejscowości Niedanowo (wpływ kanału Augustowskiego do Niemna) byliśmy eskortowani przez Batmobil ( znaczy poduszkowiec) pod samą granicę z Litwy, chłopki się trochę wkurzali bo wolno płynęliśmy ale co mieliśmy zrobić, nie mieliśmy 150 koni za plecami jak oni.

I tu ciekawostka, jak Białorusini nas żegnali w kulturalnych warunkach, pomost i te sprawy to Litwini nas przywitali w szczerym polu, kilka paszportów im wpadło w w mokrą trawę, pytali się nawet czy mam kajaki zarejestrowane i nie wiedziałem o co im chodzi a ponoć na Litwie trzeba, w końcu w UE ale koniec końców skończyliśmy w Druskiennikach o godzinie 18, następnego dnia poszliśmy do Aqua Parku, naprawdę fajny i wypoczęliśmy po sześciu dniach płynięcia, w sumie zrobiliśmy koło 120 kilometrów co daje średnią 20 dziennie ale tak naprawdę w Polsce nie przekraczaliśmy dziennie 15-16 ale za to na Białorusi zrobiliśmy 2 x 25 wiedz chyba nieźle i o dziwo najwięcej nażekali faceci, normalnie było mi wstyd.

To chyba tyle mojej opowieści, ale szczeże przyznam że bardzo fajna trasa, mam warżenie że płynąłem wszystkim, małą rzeką, dużą rzeką, wszelkimi jeziorami, kanałami itd, bardzo duża zmiennosć flory i fauny, najfajniejsze wrażenie się odnosiło jak się opuszczało jez. Białe i wpływało się dalej do kanłu przez jez. Studzieniczne, tam chałas motorówki itd a tu błoga cisza i spokuj i ta nazwa miejscowości przy śluzie " Swobodnie", pasuję jak ulał.
Lipiec - 2024
PoWtŚrCz PtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031